Był plan coś pokręcić, później jednak odpuścić, ale jednak postanowiłem wyskoczyć i odpocząć od tych zeznań rocznych, niedość że w pracy obrabiasz tego kilka setek to jeszcze później w domu na ciebie od znajomych czeka robota. MASAKRA. Trzeba się odstresować, ostatnio nie ma czasu ciągle w tych papierkach, zaczynam się martwic o kilometraż w marcu że coś nie pyknie. Druga sprawa nie umiem się przyzwyczaić do kręcenia w SPD, pierwsze 25 kilometrów czułem się jakbym 100 km przejechał. Dziś dystans lepszy o kilka kilometrów, ale już forma lepsza chociaż jeszcze nie ta co była tydzień temu na normalnych pendałach. Powoli się przyzwyczajam, ale do pierwszej setki w SPD minie chyba tydzień aż się przyzwyczaję.
Nie wytrzymałem, musiałem wyskoczyć bo mnie nosiło w domu. Na FB dałem ogłoszenie parafialne dla znajomych, czy ktoś chętny na luźny trip i ... zero odzewu. Pokupowali rowery za bóg wie ile i teraz stoją i się kurzą w piwnicy, nie wiem, kupili tylko po to by się pochwalić kto ma więcej kasy i jeden przez drugiego kupował droższy. Ale co tam olać ich ja nie miałem zamiaru siedzieć w domu gdy za oknem taka pogoda. Biorę rower braciszka ( który niestety też stoi w piwnicy, przegrał walkę z komputerem ), mój jest przygotowany na jutro do serwisu, czeka go konkretny przegląd, niema to jak mieć numer telefonu i w niedziele zadzwonić do szefa serwisu i się zaanonsować Po wczorajszym tripie moc była więc czemu nie pokręcić po okolicy. Na luzie zrobiłem objazdówę po gminie zahaczając o Orzesze i Ornontowice. Weekend na mega duży plus, a od jutra DyPyDy.