Tak jak dzień wcześniej zaplanowałem, jazdę na dziś cel zrealizowałem. Na FB utworzyła się Amatorska Grupa Rowerowa - Rybnik, i jako że to był pierwszy taki trip postanawiam dołączyć i zobaczyć co i jak. Ustawka pod pomnikiem na bazylice o godzinie 18. Za dużo ludzi się nie zjawiło bo aż trzech, ja czwarty. Widzę że chłopacy mają chęci i chcą coś organizować aby coś się działo. Plan na pierwszy raz kierunek Rudy. Najpierw ścieżkami do Stodół, a później asfalt do samych Rud. Tam chwilka przerwy i w drogę powrotną. Na skręcie na Zwonowice odbijam w swoją stronę, jechałbym dalej, ale niestety nie miałem przedniej lampki. Chęci do jazdy wróciły, szkoda że w lipcu nie dało rady więcej kilometrów wykręcić ale co zrobić jak nie było motywacji a męczyć się na siłę nie ma co.
Wreszcie się zebrałem i coś pokręciłem. Po urlopowej wyprawie w rodzinne strony, nie wiedzieć czemu nie mogłem patrzeć na rower. W lipcu tylko raz DPD, i szczerze mówiąc męczyłem się. Skoro nie ma frajdy z jazdy ani motywacji ( a była zerowa) a do tego jeszcze te upały, trzeba sobie zrobić przerwę. Lipiec miałem całkowicie odpuścić i miesiąc pauzy ( a w razie czego nawet i sierpień ), ale wczoraj znajomy zadzwonił czy idę coś pokręcić. Początkowo odmawiałem, nie umiałem się zebrać. Ale gdy podjechał pod dom, i jego dialogu postanowiłem wyskoczyć na te parę kilometrów, aby mi dał święty spokój. Trasa na elektrownie, i to jeszcze ja jak najkrótszą trasę wybrałem, oczywiście co z kumplem jadę nad zalew ten zawsze łapie kapcia i nigdy nie ma dętki. Przy powrocie do domu, zaproponowałem aby jeszcze odbić na Żory. Sam się zdziwiłem że ja to zaproponowałem, można powiedzieć że się odblokowałem i frajda z jazdy była. Widać że ta przerwa od roweru dobrze mi zrobiła bo dzisiaj nie ma bata, po robocie od razu spierdzielam na rower.