Szkoda było siedzieć w domu, fajna pogoda, a i cel się znalazł aby w ten ostatni kwietniowy dzień dobić do 2500 kilometrów w tym roku. Obieram cel na moją z ulubionych tras tak na szybko po pracy. Jutro majówka się zaczyna a pogoda ma być do dupy, zresztą jak zawsze co rok, człowiek coś zaplanuje, to albo kumpel wała odjebie albo pogoda do bani.
... ponownie po pracy kierunek Żory, noga nieźle podaje, pogoda zajebista to trzeba wykorzystać. Droga powrotna uległa troszkę modyfikacji, nieźle się ten weekend zaczyna.
Do pracy na godzinę 10, bo dziś na mnie wypadł czwartkowy dyżur do 18. Wstałem już o 5:00 i tak się kręcę po mieszkaniu a co tam jadę szybciej dłuższą trasą,takie małe urozmaicenie w DPD. Pogada piękna, szkoda wracać tak szybko i znów tak jak zawsze. Więc plan wpadł na zmianę trasy już w pracy. Ledwo co wyjechałem, koło PKP na pasie obok dostrzegam jakiegoś typa na rowerze, kurcze skąd ja znam ten rower? Hmm? I zatrybiłem gustav również wracał z pracy, chwilkę pogadaliśmy i każdy w swoja stronę. Obieram powrót do domu przez Żory, na dworze elegancko co się będę kisił w domu. Fajne takie urozmaicenie, coś innego, może jutro również drogę powrotną trzeba będzie zmienić i na okrętkę do domu.
Co tu dużo pisać, dziś powtórka z piątkowego tripa który wtedy nie siadł. Dziś pogoda bombowa, pierwsza myśl w pracy czemu nie powtórzyć, tego czego nie udało się zrealizować. O 16:30 jestem już w trasie w kierunku Knurowa. Następnie na Pilchowice, i małe zdziwko noga podaje jak nigdy, trasa zaplanowana na 50 km, więc może ją troszkę zmodyfikować i lepszy dystans wykręcić. Z Pilchowic przez Stanicę na Rudy, szło gładko i był fun jak nigdy, chyba się już na dobre przeprosiłem z rowerem i dziś w końcu od kilkunastu tripów uda się 60 za jednym razem machnąć. Bo z tym ostatnio było ciężko.
Między Rudami a Rybnikiem.
Po zrobieniu tego zdjęcia, chowając aparat, nadjechał jakiś typ na kolarce, spojrzał na mnie i zaczął się śmiać, chyba z tego że foto robię. W odwecie, ja nie byłem dłużny i również się uśmiechnąłem w jego kierunku i w głowie jedna myśl chłopie strój masz zajebisty ale zrób coś z tą kolarką, bo tam wszystko trzeszczało, piszczało nie wiem jak on może na tym rowerze jeździć, przecież można ocipieć od tych trzasków, pisków. Ja nie dałbym rady na takim czymś jeździć, u mnie tylko łańcuch zacznie wydawać lekkie dźwięki i już się wkurwiam. Do Rybnika poszło gładko jak postole, odbijam w kierunku, basenu na Rudzie i pod Carefurem plompują balon.
Baloon.
Lekka rozkmina czy wracać czy dobić te następne kilometry? Obieram jeszcze kierunek Żory. Po 50 kaemie krótka pauza na spożycie batonika musli bo coś ssanie się zaczęło. I tak sobie odpoczywam na obwodnicy do Żor, aż tu nagle paralotniarze, sobie śmigają. Tak na takiej paralotni to by się polatało.
Takiemu to fajnie.
I kolejny.
Po pauzie standardowo na centrum Żor i odbijam na Czerwionkę. Po zmianie planu myślałem że te 70 dziś pęknie, niestety źle coś obliczyłem. Był jeszcze pomysł aby do domu wrócić przez Orzesze i Ornontowice ale kurcze nie miałem przedniej lampki (czołówka z biedry za 20 złociszy ale daje radę), trudno wracam do domu i tak w ten fajny dzień wyszedł całkiem ciekawa pętla.
Plan na dziś był ambitny, ale jak ja coś odjebie to szkoda gadać. Z pracy się zwolniłem godzinę wcześniej, aby coś więcej pokręcić, już w robocie ogarnąłem sobie trasę na dziś. Kierunek Rudy. Wpadam do domu, szybko obiad, który nie siadł kompletnie ale coś się przekąsiło. I tu dylemat jakie gatki założyć krótkie czy długie? Wybieram krótkie i to był mój błąd, góra ok, ale z tymi spodniami to przesadziłem. Raz, dwa docieram do Knurowa, coś mi po głowie chodziło, aby odbić w las na szlaki którymi jeszcze nigdy nie jechałem, ale wiatru aż takiego nie ma więc asfalt będzie w sam raz. Nic trzymam się planu, nie kombinuje bo znów wyjdzie kupa, przez te moje zmiany tras. Do Pilchowic pod lekki wiatr i tu się zaczęła moja przygoda z krótki spodenkami. Chwytam nogę ręką normalnie zimna w cholerę, piszczele zaczęły dawać o sobie znać. Trudno jadę dalej, co będzie to będzie ale zrealizuję dzisiejszy plan, i w Stanicy lipa boli jak cholera, zawracam. Zły na siebie jak cholera że tych długich nie wziąłem spodni, wyłączam muzę w telefonie i troszkę modyfikuję trasę. Z Pilchowic na Książenice i do domu. Coś ostatnio nie siada i 60 kilometrowy trip jest dla mnie poza zasięgiem, nie wiem co się dzieje, oby do majówki udało się przełamać tą złą passę, bo plan jest ambitny. Nie będę zdradzał co i jak bo znowu nie wypali.
Wracając z pracy, pogoda jak marzenie, i jedna myśl chodziła po głowie, trzeba to wykorzystać, szkoda siedzieć w domu. Rower zostawiłem na placu, ojciec sie wygrzewał na ławce to popilnuje, a co na emeryturze siedzi to musi mieć zajęcie. Szybka szama, przebrać się w krótkie spodenki i w drogę. Trasa na dziś po DPD, oczywiście w las, drugi dzień z rzędu pojezierze palowickie, szlaków pełno i idzie ładnie pokombinować z trasami. Kilka razy na piachu bym zaliczył glebę ale w samą porę zdążyłem się wypiąć. Szczerze mówiąc te szlaki nieźle dały w dupę, było czuć już zmęczenie. Ale jak wbiłem na asfalt to power był, nawet dobry trening po lesie, a później na drodze można ładnie zaszaleć. Dzień na mega plus, szkoda że na jutro, na meteo zapowiadają jakieś deszcze.
Trasa:po lesie 2.
PS. Katastrofa,żałoba, smutek Jurgen Klopp odchodzi po sezonie z Borussi Dortmund !!! :(