#Nie pykło.
Piątek, 17 kwietnia 2015
· Komentarze(0)
Kategoria do 50 km
Plan na dziś był ambitny, ale jak ja coś odjebie to szkoda gadać.
Z pracy się zwolniłem godzinę wcześniej, aby coś więcej pokręcić, już w robocie ogarnąłem sobie trasę na dziś. Kierunek Rudy.
Wpadam do domu, szybko obiad, który nie siadł kompletnie ale coś się przekąsiło. I tu dylemat jakie gatki założyć krótkie czy długie?
Wybieram krótkie i to był mój błąd, góra ok, ale z tymi spodniami to przesadziłem.
Raz, dwa docieram do Knurowa, coś mi po głowie chodziło, aby odbić w las na szlaki którymi jeszcze nigdy nie jechałem, ale wiatru aż takiego nie ma więc asfalt będzie w sam raz.
Nic trzymam się planu, nie kombinuje bo znów wyjdzie kupa, przez te moje zmiany tras. Do Pilchowic pod lekki wiatr i tu się zaczęła moja przygoda z krótki spodenkami. Chwytam nogę ręką normalnie zimna w cholerę, piszczele zaczęły dawać o sobie znać.
Trudno jadę dalej, co będzie to będzie ale zrealizuję dzisiejszy plan, i w Stanicy lipa boli jak cholera, zawracam.
Zły na siebie jak cholera że tych długich nie wziąłem spodni, wyłączam muzę w telefonie i troszkę modyfikuję trasę.
Z Pilchowic na Książenice i do domu. Coś ostatnio nie siada i 60 kilometrowy trip jest dla mnie poza zasięgiem, nie wiem co się dzieje, oby do majówki udało się przełamać tą złą passę, bo plan jest ambitny. Nie będę zdradzał co i jak bo znowu nie wypali.







