Wreszcie się udało wyskoczyć do pracy na rowerze i w ogóle coś pokręcić. Najpierw rower oddałem na serwis wymienić support bo coś szwankował, a gdy odebrałem już gotowego z wymienioną częścią to złapałem jakieś grypsko i tydzień wycięty z życiorysu. Eh jak pech to pech. Jechało się świetnie po tylu dniach odpoczynku, ale cosik przy większych prędkościach zaczęło znowu przeskakiwać, troszkę mniej niż przed wymianą ale zaczęło mnie to denerwować. Okazało się że do wymiany pozostał mi łańcuch i kaseta bo na 7 właśnie się to pierdzieli. Przyczyna zdiagnozowana pozostało tylko zamówić felerne tajle.
Dzisiaj miało być świątecznie, dzień wolny od roweru ale jeden telefon wystarczył i ruszamy w czwórkę na zlot Mercedesa do Kamienia. Jak piknik to piknik pierwsza pauza w Babilonie na browara bo lekki kac był. Po piwku udajemy się na zlot. Szału nie było tylko jeden Merc przyciągnął uwagę a tak lipa. Z zlotu dalej piknik szlakami udajemy się do Szczejkowic na izobronka do Borowika, szybkie dwa browarki i wracamy do domu.