Dzień 14: Anklam (DE) - Świnoujście
Niedziela, 11 sierpnia 2013
· Komentarze(0)
Kategoria do 75 km, Zachodnia Polska 2013
6:00 rano tak jak sie umówiliśmy wstajemy i pomału się pakujemy, bo przypomniało nam się że gospodarz przychodzi o 8:00 i trzeba mu oddać klucz z sanitariatów a on nam kaucje 10 Euro.

Pole namiotowe w Anklam.
Po spakowaniu śniadanie, przed droga cosik na ruszt trzeba wrzucić. Gospodarz zjawił się szybciej i 7:30 jesteśmy już za Anklam. Początkowo główna drogą, ale po jakimś czasie zakaz jazdy rowerem i trzeba było znaleźć ścieżkę która prowadzi aż do samego Świnoujścia.

Na ścieżce.
Dosyć sprawnie nam to szło po 1,5 h mieliśmy 30 kilometrów za sobą, pomimo że ja i znajoma odczuwaliśmy już zmęczenie 7 dniowego kręcenia bez dnia przerwy, no ale niema co narzekać trzeba było jechać dalej, aby jak najszybciej w Polsce. Krótka przerwa i ruszamy w dalszą drogę. Tempo nawet dobre, po drodze spotykamy coraz więcej sakwiarzy, których w Polsce spotkaliśmy dopiero w Szczecinie, a tak przez całą trasę żadnego.

Z minuty na minutę coraz szybciej zbliżaliśmy się do granicy, asfalt równiutki, z górki i kręcimy ile sił aż w końcu ukazuje się znak Świnoujście. Przerwa na zrobienie zdjęcia, pod znakiem Świnoujście i jedziemy na PKP w celu zakupienia biletów na dzień następny do Szczecina. Plan był aby zostać 3 dni dłużej i się wyluzować, ale pozostałe dwie osoby na nas czekały w Szczecinie, skoro razem jechaliśmy to razem wracamy a szkoda bo chęci były i tydzień urlopu jeszcze został. Wbijamy się na prom przepływamy na drugą stronę, kupujemy szybko bilet i znowu na prom aby udać się na pole namiotowe.

Foto z promu.
Mina pana który kieruje ruchem przy wjeździe na prom bezcenna myślał że sobie wycieczkę tam i z powrotem robimy. Po drodze udajemy się na kawę na Orlen i Hot-doga, po spożyciu ruszamy już na pole namiotowe. Rozbijamy się, obiad w barze RELAX który znajduje się na polu (szczerze polecam prowadzą go starsze panie i naprawdę smaczne jedzonko, tylko uważajcie na panią za barem u niej coś zamówić wymaga nie lada odwagi), następnie na plażę pospacerować i zamoczyć nogi w morzu, bo o kąpieli nie było mowy za zimno a słońca brak.

Cel osiągnięty.

Pole namiotowe w Anklam.
Po spakowaniu śniadanie, przed droga cosik na ruszt trzeba wrzucić. Gospodarz zjawił się szybciej i 7:30 jesteśmy już za Anklam. Początkowo główna drogą, ale po jakimś czasie zakaz jazdy rowerem i trzeba było znaleźć ścieżkę która prowadzi aż do samego Świnoujścia.

Na ścieżce.
Dosyć sprawnie nam to szło po 1,5 h mieliśmy 30 kilometrów za sobą, pomimo że ja i znajoma odczuwaliśmy już zmęczenie 7 dniowego kręcenia bez dnia przerwy, no ale niema co narzekać trzeba było jechać dalej, aby jak najszybciej w Polsce. Krótka przerwa i ruszamy w dalszą drogę. Tempo nawet dobre, po drodze spotykamy coraz więcej sakwiarzy, których w Polsce spotkaliśmy dopiero w Szczecinie, a tak przez całą trasę żadnego.

Z minuty na minutę coraz szybciej zbliżaliśmy się do granicy, asfalt równiutki, z górki i kręcimy ile sił aż w końcu ukazuje się znak Świnoujście. Przerwa na zrobienie zdjęcia, pod znakiem Świnoujście i jedziemy na PKP w celu zakupienia biletów na dzień następny do Szczecina. Plan był aby zostać 3 dni dłużej i się wyluzować, ale pozostałe dwie osoby na nas czekały w Szczecinie, skoro razem jechaliśmy to razem wracamy a szkoda bo chęci były i tydzień urlopu jeszcze został. Wbijamy się na prom przepływamy na drugą stronę, kupujemy szybko bilet i znowu na prom aby udać się na pole namiotowe.

Foto z promu.
Mina pana który kieruje ruchem przy wjeździe na prom bezcenna myślał że sobie wycieczkę tam i z powrotem robimy. Po drodze udajemy się na kawę na Orlen i Hot-doga, po spożyciu ruszamy już na pole namiotowe. Rozbijamy się, obiad w barze RELAX który znajduje się na polu (szczerze polecam prowadzą go starsze panie i naprawdę smaczne jedzonko, tylko uważajcie na panią za barem u niej coś zamówić wymaga nie lada odwagi), następnie na plażę pospacerować i zamoczyć nogi w morzu, bo o kąpieli nie było mowy za zimno a słońca brak.

Cel osiągnięty.







