To co się nie udało we wtorek, musiało dzisiaj wypalić. I tak też się stało, pomimo upału wyruszam po godzinie 16. Słońce troszkę utrudniało ale udało się plan wykonać.
Już w pracy obmyślałem cel dzisiejszej jazdy, jakiegoś konkretnego celu nie było. Wpadł pomysł aby udać się do Mikołowa. Tak więc kierunek Żory i wiślanką do Mikołowa. W Żorach zaczęły nadciągać czarne chmury. Ale co tam pierwsza myśl, przejdzie i nie ma co się poddawać. Ale im bliżej Łazisk, coraz bliżej czarne niebo. Na zjeździe na Orzesze trzy pioruny które dały o sobie znać pokrzyżowały plany. Szybka decyzja i powrót do domu aby uniknąć deszczu. W głowie zrodził się plan aby przeczekać na przystanku, ale bóg wie ile to będzie trwać, więc rura i do domu. Szkoda że nie miałem aparatu ze sobą bo w drodze powrotnej do uchwycenia było piękne pochmurne niebo z przebijającymi się promieniami słonecznymi. W domku raz dwa, szybko poszło ale jak się później okazało nic nie nadeszło, zero deszczu, zero burzy. Eh szkoda bo chęci były wielkie.