Drugi dzień wyzwania, drugi dzień w towarzystwie innych zakręconych rowerzystów. Ustawka z Sebastianem na rybnickim rynku po godzinie 14, on dziś wyjątkowo na luzie, total piknik na końcowe 38 km do "pyndzyje". A ja niestety początek challengu, no ale co zrobić jak sie zadeklarowałem że zrobię to zrobię niema bata. Seba jeszcze zwerbował znajomą i można ruszać. Śmichy chichy jak to mówią FUN musi być (opcja składakiem na salmopol seba wygrał). Kierunek rybnicki zalew, na moście krótko pauza, później sprawdzić nową ścieżkę, ja się odbijam do domu, innaczej to miało dzis wyglądać no ale z naturą człowiek nigdy nie wygrał.
Standardowo jak co roku wigilia w pracy. Jedyny rodzynek na dziale robi prezent koleżankom i mają wolne na siedzenie w kuchni. Ostatnio mam jakieś problemy z spanie i budzę się już o 3 rano codziennie. Z jednej strony masakra bo człowiek chodzi taki nie ogarnięty, zamulony, a z drugiej to nawet fajnie bo można przed pracą dokręcić kilometrów. A co do dokręcania kilometrów, to plan na ostatnie 8 dni jest ambitny, bo podjąłem się wyzwania Rapha Festive 500 w 8 dni. Więc motywacja jest wielka, bo ostatnie 2 miesiące wypadają cieńko.
No i co tu robić po wieczerzy? Posiedziało się z rodzinką jedni poszli na drzemkę, drudzy patrzą w pudło, szkoda siedzieć trzeba coś pokręcić! Po DPD chęci były ale samemu dystans mógłby być do dupy, więc jedna opcja jest sms do szaleńca Gustava czy coś dziś? Szybka odpowiedź i szybka ustawka o 21 pod bazyliką w Rybniku. Troszkę czasu zostało wpadam jeszcze z prezentem dla chrześnicy do Knurowa i tu mały error, jak przyjechałem to na kawę ciągną, nie dało rady odmówić trzeba było wejść ale tylko na 15 minut. No właśnie 15 minut! Tak się gadka rozwinęła że trzeba było do pana "G" pisać że się spóźnię. Obsuwa była około 25 minut. Na miejscu gadka o tym i o tamtym ale udało się wyruszyć w kierunku Żor. Na rynku w Żorach mała sesja i kierunek dom.