Wpisy archiwalne w kategorii

do 30 km

Dystans całkowity:102847.10 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:4086:26
Średnia prędkość:23.08 km/h
Maksymalna prędkość:4304.00 km/h
Suma podjazdów:562116 m
Suma kalorii:2355379 kcal
Liczba aktywności:1571
Średnio na aktywność:65.47 km i 2h 54m
Więcej statystyk

Lokalnie po pracy.

Wtorek, 4 lutego 2014 · Komentarze(0)
Kategoria do 30 km


Pierwszy raz w lutym. Zaraz po pracy wskakuje na rower i mykam sobie lokalnymi drogami. Może krótki dystans, ale zawsze coś chociaż tyle. Jutro niestety czeka mnie zmiana linki tylnego hamulca, która niestety się na sam koniec, praktycznie przy samym domu zerwała.


Niedzielna lokalna walka z wiatrem.

Niedziela, 12 stycznia 2014 · Komentarze(0)
Kategoria do 30 km

Dziś plan był aby zaliczyć czarny szlak, ale niestety trasa uległa zmianie, wczorajsze 6 bronków zrobiły swoje jakoś źle się po nich czułem a wiatr za oknem również zniechęcał. Po krótkim namyśle zbieram się i schodzę do piwnicy po rower, wykręcić chociaż te 20 kilometrów po lokalnych drogach i szlakach, aby weekend był udany. Z początku nawet fajnie się kręciło, niestety mniej więcej na 20 kilometrze wmordewind i jedna wielka walka. Skończyło się na 27,82 km więc nie jest źle. Teraz pozostało tylko czekać do następnego weekendu, a przez najbliższe pięć dni poświęcić się pracy może jakieś DPD uda się zaliczyć.
Zdjęcie nie najlepszej jakości zresztą jak reszta pozostałych bo robione telefonem, a na cyfrówkę jakoś ostatnio mnie nie stać, może kiedyś się dorobię i coś konkretnego uda się zakupić.


Przydałaby się myjnia.


Wieczornie po pracy.

Wtorek, 7 stycznia 2014 · Komentarze(1)
Kategoria do 30 km

W dni robocze nie miało być jazdy, a jednak się udało wyskoczyć na te kilka kilometrów lokalnymi drogami. Test tylniego oświetlenia  MacTronic Walle wyszedł spoko, zapewne lepsza lampka od poprzedniczki z KROSS-a, pozostało tylko zakupić jakiś przedni dobry jupiter i można nocą śmigać.


Dzień 15: Dojazdowo na prom i pociąg

Poniedziałek, 12 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Poranek w Świnoujściu,ostatnie pakowanie namiotu, śniadanko jeszcze jakieś piwko, o 13:30 pociąg do Szczecina.


Zrobione na szybko.





Na PKP meldujemy się już o 12:00 i w dworcowym barze jakaś przekąska przed 2 godzinnym kursem do Szczecina i karmimy mewę.






Pociąg Świnoujście - Szczecin.


Tam docieramy o 16:30 i jedziemy na umówione miejsce z znajomymi którzy już tam na nas czekają, szybki zakup w McDonaldzie i udajemy się aby zobaczyć troszkę miasta, w końcu mamy 7 godzin do pociągu na Warszawę. Pozwiedzane i stoimy i czekamy na peronie ( nie wiedzieć czemu ale nie ma zdjęć ze zwiedzania, chyba dlatego że humory już nam nie dopisywały że tak szybko to wszystko się skończyło), podjeżdża nas skład pakujemy się i na Warszawę, z niej już bezpośrednio na Rybnik.





Jak zwykle nie obyło się bez kłopotów które PKP funduje każdemu podróżującemu, 5 rowerów w kasie sprzedadzą ci tylko 3 bilety, a resztę sobie dokup u konduktora czyli 18 złoty za 2 rowery plus 10 zł prowizji. CHORE. Dobrze że w pociągu z Białegostoku na Rybnik był cały wagon rowerowy i 5 naszych rowerów, a pociąg prawie pusty jakby nie mogli takiego wagonu podczepić jak jedziesz nad morze albo z nad, no ale nie oczekujmy cudów w końcu to PKP. Znajomi jadą do Rybnika dalej, ja natomiast wysiadam w Orzeszu ponieważ mam bliżej do Czerwionki niż z Rybnika.



Podsumowanie:
Urlop mile spędzony, wprawdzie mieliśmy jechać cały czas wzdłuż Odry ale jakoś tak wyszło, dobrze że zahaczyliśmy o Niemcy.
Przejechane 925,43 km, średnia 20,78 .
Schwalbe znowu dały radę, przez całą drogę cała nasza piątka bez flapa.
Pogoda dopisała w 100%.
Pieniędzy troszkę poszło, ale w końcu jak wakacje to wakacje nie ma czego sobie żałować.
Szkoda że tak krótko, bo jeden odpoczynku i można by dalej kręcić, no ale nie ma co narzekać teraz na miejscu pozostało pokręcić. Teraz czekamy już na następny rok bo plan również jest fajny który miał być w tym roku czyli przez Słowację na Węgry, ale tam już w trójkę.
To by było na tyle z tej wyprawy, chyba że coś się jeszcze przypomni to dopiszę.
Może kogoś ten opis zaciekawił, innych może nie ale ja nigdy nie miałem głowy do opisywania wycieczek bo szybko zapominam co się działo przez tyle dni (na drugi rok będzie trzeba zapisywać z dnia na dzień na kartkę relacje dzień po dniu), a naprawdę działo się dużo a śmiechu przez te dwa tygodnie było co nie miara. Pozdrawiam.