Po DPD miałem już się nie wybierać na rower, w planach miałem drzemkę bo o 4 już do pracy trzeba wstawać (tak to jest jak się człowiek wypisuje szybciej a później trzeba odrabiać). Jeden telefon wystarczył aby zmienić plany. Zadzwonił kumpel czy coś dzisiaj kręcę, z początku chciałem odmówić, bo znajomy to jest piknikowcem, ale dziś mnie zaskoczył naginał równo. Dystans może nie jest jakimś szałem ale dobrze że mnie wyciągnął, i tak dziś udało się 70 km wykręcić.
Wkręciło mnie w jazdę że co począć, nogi domagają się jednego dnia odpoczynku, ale szkoda by było taką piękną pogodę zmarnować bez jakiegoś kółka. Gdy wyszłem na plac, jakieś ciemne chmury nadciągały z strony Gliwic. Kombinuje że może by zmienić trasę, na inną, ale postanawiam zaryzykować, najwyżej będę zapierdzielał do domu. Nogi po rozkręceniu dawały radę ale tyłek od siodełka dawał o sobie znać. W Stanowicach zaczęło kropić, teraz to sobie może nawet i lać do domu 2 kilometry to niech pada.