#Chechło-Nakło.
Niedziela, 14 czerwca 2015
· Komentarze(0)
Kategoria powyżej 100 km
Tak jak znajomi zaplanowali niedzielę na rowerze, tak postanowili zrealizować plany. Podpinam się pod ich plany, oni trasę zaplanowali, zorganizowali, chociaż raz nie muszę jechać sam i kombinować nad trasą.
Zbiórka na 7:00 ale mały poślizg przeze mnie, musiałem się wrócić po portfel, bo bez kasy jechać to lipa. 15 po wyruszamy, kierunek Zabrze, mieliśmy jechać przez Chudów, ale zmodyfikowałem trasę i przez las do Gierałtowic, będzie szybciej. Pogoda w sam raz na rower nie ma parno, lekkie chmurki nic tylko jechać.

Wjeżdżając do Zabrza.
Droga mijała elegancko rozmowy o tym i o owym, samie pierdoły, zjeby muszą być. Ale jak to się trzech kibiców Górnika wybrało, szkoda by było nie podjechać pod stadion i zobaczyć na jakim etapie jest budowa. Wbijam na teren klubu, pytam się ochrony czy można wjechać, pozwolił ale tylko między budynki. Ale że był sam i siedział w swojej kanciapie to my myk myk i na starą trybunę się wbijam zobaczyć jak wygląda od środka.


Stołeczki się już montują.
Zobaczyli zdjęcia porobili, czas się zbierać. Przez centrum do Grzybowic aby wbić na drogę 78. Na orlenie w Wieszowej robimy krótką przerwę muszę zatankować powietrze, niestety kompresor lichy i lipa, powietrza więcej nie będzie.
Mówi się trudno ruszamy dalej.

Przed Tarnowskimi G.
Mijając centrum udajemy się w kierunku DW 908, poszło raz dwa, wstępujemy do Lidla jakieś piwko na plaże kupić, niestety jak to w marketach bywa, nie ma lodówek z browarami.
Postanawiamy zjechać jednak do centrum do spożywczego. W sklepie kumpel się pyta miejscowych czy jeszcze daleko nad wodę. Nigdy nie ufam miejscowym bo oni potrafią takie bajki opowiadać a później i tak wychodzi innaczej. I tak było tym razem miało być 10 km do celu a było 5 km.
Rozkładamy się na plaży, i raz dwa do wody bo słońce zaczęło prażyć.


Ogólnie fajnie tam jest, już z kumplami ustaliliśmy że trzeba tam przyjechać pod namioty. Po 2 godzinach leżenia i opalania, czas najwyższy ruszyć w drogę powrotną. I tu ja dochodzę do głosu że jedziemy inną drogą przez Piekary, ekipa się zgadza więc jedziemy. Jeden kumpel zaczął się ociągać za duże tempo jak na niego więc postanawiamy zwolnić. W Piekarach Śl. robimy krótszą przerwę.


Później jeszcze jedna pauza na Chudowie, ale nie za długa bo czarne chmury nadciągają coraz szybciej po 5 minutach zawijamy się, aby zdążyć przed deszczem. No i się nie udało w Dębieńsku, nas dopadł, początkowo jedziemy ale nie miało to najmniejszego sensu, lepiej to przeczekać. Po 10 minutach ustaje i jedziemy bo do domu tylko 5 km.
Trip na duży plus, oby więcej takich wypadów w większej ekipie.







