Szczawnica - Łącko - Nowy Sącz, Krosno - Sanok.
Czwartek, 3 lipca 2014
· Komentarze(0)
Kategoria Bieszczady 2014, do 100 km
Tak jak pisałem pokój mieliśmy na dwa dni opłacony bo być tutaj i nie wejść na Wysoką było by grzechem. O godzinie jedenastej busem podjeżdżamy do Jaworek aby przez wąwóz Homola wejść na Wysoką. Po drodze na górę mieliśmy atrakcję w postaci zejścia z hali 800 owiec i baranów. O godzinie 14 jesteśmy na szczycie, robimy zdjęcia z tabliczką że zaliczyliśmy kolejny szczyt Korony Gór Polski.
Szybkie zejście, zwiedzamy jeszcze Szczawnicę, odwiedzamy restaurację Koci Zamek i udajemy się do domu.
Następnego dnia o godzinie 11 zakładamy sakwy, chcieliśmy wcześniej wyjechać ale do 10 padało więc czekamy ale przeszło. Dziękujemy i żegnamy się z miłą właścicielką. Gdy usłyszała gdzie chcemy dojechać złapała się za głowę i nie wierzyła w to co słyszy.
Jesteśmy już w drodze, z początku za fajnie się nie jechało bo drogi mokre, chłodno ale po jakiś 10 kilometrach wyszło słońce i całkiem przyjemnie się już kręciło. Przyjemnie dlatego że było lekko z górki, przez Tylmanową docieramy do Zabrzeża i na 18 kilometrze naszym oczom ukazał się Orlen więc jak tradycja to tradycja kawa i hot-dog.
Pojedzeni opici kierujemy się przez Łącko do Starego Sącza, przed Łąckiem mamy spore przewyższenie 9 % ale jesteśmy zaprawieni już w boju więc co to nas. Jednak nie było tak łatwo jak nam się wydawało że jesteśmy zaprawieni w boju. Ale niema co narzekać to tylko jeden w dniu dzisiejszym podjazd. Docieramy do Starego Sącza za sobą mamy 38 kilometrów na licznikach, siadamy na rynku i tu analizujemy czy starczy nam urlopu.
Niestety wzięliśmy pod uwagę pogodę i to że musimy jeszcze wejść na Tarnicę. Postanawiamy że podjedziemy do Sanoka autobusem. Więc ruszamy do Nowego Sącza na dworzec PKS zorientować się czy coś jedzie w kierunku Sanoka. Po 40 minutach docieramy na docelowe miejsce, szybko na poszło było lekko z górki. Jechał tylko autobus do Krosna a tam przesiadka.
Kierowca nie chciał za bardzo wziąść rowerów ale machnął ręką i powiedział że mamy pięć minut na rozkręcenie i spakowanie wszystkiego. Po 4 godzinach meldujemy się w Krośnie i tu fatal error nic nie jedzie do Sanoka.
Więc po godzinie 17 ruszamy mamy do pokonania 38 kilometrów w kierunku Sanoka. Trasa całkiem spoko raz z górki raz pod górkę, jednak jazda busem w upalny dzień bez klimy bardziej nas wymęczył niż te 60 kilometrów do Nowego Sącza.
Co 10 kilometrów robimy sobie krotką przerwę. Po kilku kilometrach coś zaczyna piszczeć przy moim rowerze w tylnim kole. Zatrzymuje się badam sytuacje okazuje się że tarcza hamulca obciera o klocki, próbuje wyrególować ale po kilku kilometrach tarcza jeszcze bardziej daje czadu no tak to się nie da jechać.
Decyduje się na ściągnięcie urządzenia hamującego i jadę 20 kilometrów bez tylniego hamulca. Raz się zapomniałem i bym wjechał do rowu, ale jakoś udało się dojechać do Sanoka. Szybka kolacja w Macu i o 21 meldujemy się na pole namiotowe tu bierzemy domek za 20 złoty bo namiot by kosztował 15 więc 5 złoty w tą czy tą nie robi różnicy.
Po ogarnięciu wpada znajoma koleżanki i siedzimy do 3 rano rozmawiając. Szkoda że następnego dnia wstaliśmy o godzinie 11 i nie było czasu aby pozwiedzać Sanok, a podobno warto.

San.





















