Sobota, ładna pogoda trzeba coś pokręcić. Kierunek las, pośmigać po szlakach. Czasami ciężko, uważać trzeba aby nie zaliczyć upadku. Zagapiłem się albo zamyśliłem i straciłem szlak. Ale zawsze człowiek gdzieś wyjedzie, przynajmniej nowe rejony obczajone. Wczoraj myślałem że straciłem okulary, jednak znalazły się w piwnicy, tak więc żadnych strat niema.
Piątek, piąteczek, piątunio! Lepiej weekend nie mógł się zacząć, do pracy tylko na 5 godzin, więc w domu po godzinie 12 się melduję. Szybko coś wrzucić na ruszt, do telefonu nową płytę Dwa Sławy i można zaczynać weekend. Trasa po leśnych ścieżkach, nie jest źle w lesie. Momentami była walka, tak co by dopiero śniegu napadało, ale ubaw był. Jak by tego było mało przed samym domem straciłem okulary, wróciłem się jeszcze po nie ale niestety już ich nie było. Ktoś musiał sobie je przywłaszczyć, niech mu służą dobrze, 20 złty poszłoo w piz..u.
Zdjęcia z nowego telefonu dają rade. Robione na niższej jakości, ciekawe jakie będą na bardzo dobrej.
W domu nudy, ogarnięte sprzątanie, po obiedzie, więc co robić? Po rower do piwnicy i w las na szlaki powalczyć ze śniegiem. Szczerze mówiąc walka była niesamowita aby nie poglebić, ale frajda lepsza niż za łepka na sankach. Dystans jest jaki jest, ale trening lepszy niż na jakichś rolkach czy trenażerach. Samotny trip ale ubaw był niezły.
Temperatura na zewnątrz ok aby coś pokręcić, jedyne co może przeszkodzić to ten cały smog. Ale w Czerwionce-Leszczynach nie jest aż tak źle jak w Rybniku, gdzie tylko wjedziesz do miasta to nawet w samochodzie zaczyna śmierdzieć. Dzisiaj tylko 18 kilometrów ale zawsze coś, może udałoby się coś więcej, ale niestety w palce u nóg zaczęło być zimno. Druga sprawa to że muszę jeźdźić na rowerze brata bo w moim pękła felga i nie umiem się zebrać aby poszukać nowej, a na zastępczym rowerze bolą mnie plecy (chyba za mały rozmiar ramy ) i po 10 km ból jest uciążliwy. Czas najwyższy usterkę zlikwidować bo naprawdę to zaczyna być męczące.